Związek kontra Wi-Fi. Kto tak naprawdę wygrywa?
Zatrzymajmy się na chwilę, w temacie dzisiejszych relacji. Leżymy obok siebie, każdy ze swoim światem w dłoni. W czasach mediów, prywatność została ukryta w małych, świecących ekranach i niekończących się bodźców oraz o tym, ile tak naprawdę jesteśmy ważni dla swoich połówek. Uwaga stała się najcenniejszą walutą, związki zaczynają funkcjonować inaczej niż kiedyś. Zapominamy o tym, ile tak naprawdę jesteśmy warci dla swoich partnerów.
Czy zdarzają Wam się takie momenty przy rodzinnym stole? U cioci czy babci na obiedzie, przy okazji jakiegoś przyjęcia - kiedy nagle rozmowa schodzi na dawne lata.
Wspominają. Śmieją się wraz z wujkiem. Pamiętają detale, które wydają się zupełnie nieistotne.
,, Pamiętasz swoją trwałą z lat 80?"
,, Albo tę sukienkę na weselu siostry - okropną, a jednak tak Twoją?"
I nagle okazuje się, że to właśnie te drobne momenty przetrwały. Niewielkie wydarzenia, nie idealne chwile - tylko zwykłe, codzienne szczegóły.
I wtedy pojawia się pytanie: Kto za 40 lat będzie pamiętał nasze historie? Aby kiedyś, będąc dziadkami móc opowiedzieć śmieszne sytuacje młodym pokoleniom.
W świecie, w którym coraz więcej czasu spędzamy ze wzrokiem wbitym w ekran, czy zostanie coś więcej niż tylko zdjęcia i wiadomości?
Czy naprawdę dostrzegamy to, co kiedyś mogłoby stać się naszym wspomnieniem?
Czy bardziej skupiamy się na tym, co robią w około nas inni i jak wygląda ich życie?
Pamiętacie czasy swojego dzieciństwa, kiedy to biegało się do samego świtu po dworze z paczką znajomych, bez telefonów i internetu? Zabawy na trzepaku, znane bazy z kocy bądź zabawa w podchody? No właśnie te momenty pamiętamy do dziś - mimo że minęły lata. Nie było telefonów a każdy wiedział gdzie i o której. I to właśnie te zwykłe momenty zostaną z nami na zawsze. Nie dlatego, że były wyjątkowe. Ale dlatego, że byliśmy w nich naprawdę obecni. Słuchaliśmy siebie nawzajem, byliśmy tu i teraz, a nie myślami w innym świecie.
Dlatego też, związek nie przegrywa z internetem dlatego, że jest słabszy. Przegrywa wtedy, gdy przestajemy go wybierać i inne rzeczy stają się dla nas ważniejsze, a partner nagle staje się być naszym kamieniem u nogi.
Prosisz partnera by pomógł Ci posprzątać czy zrobić pranie i co słyszysz zza rogu? ''Zaraz'' jeszcze jedna minuta, muszę ''Tylko'' odpisać - dokończyć. Co nagle następuje? Lecą kolejne minuty a czasem godziny. I nawet nie zauważamy momentu, w którym przestajemy być sobie bliscy.
A ile razy opowiadamy jak mijał nam dzień a druga osoba ma nos w telefonie i tak naprawdę nas nie słucha? Niby jest obecna, ale nie do końca obecna z nami. Wtedy się denerwujemy wkurzamy, odechciewa nam się całkiem rozmowy. Czujemy, że dana osoba nie ma dla nas szacunku.
Nie zrozumcie mnie też źle. Nie uważam żeby internet miały same negatywne cechy nie o to tu chodzi. Kluczowe jest to w jakich momentach i do czego go używamy.
,,Do scrolowania rolek i przeróżnych treści ? ''
,,Do słuchania podcastów?"
,, Czy może do oglądania sylwetek innych ludzi?"
Poprzez większy i prosty dostęp do różnych portali często ludzie będąc w związkach szukają dodatkowych przygód za plecami swoich partnerów. Nie doceniając tej osoby, która jest z nami na co dzień i się dla nas stara. Zatracamy się w platformy, zaczynamy żyć wirtualnym światem zamiast dostrzec, że mamy cudowną osobę obok siebie, która codziennie robi nam śniadanie do pracy. Poprzez rutynowe i monotonne życie oraz internet ludzie oddalają się nie zwracają na siebie uwagi czy też nawet w ciągu dnia nie zatrzymają się by ze sobą porozmawiać jak mija im dzień. To straszne.
Bo coraz częściej po kłótniach nie wybieramy siebie. Nie wracamy do rozmowy, kiedy emocje opadną.
Nie próbujemy zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło. Zamiast tego - przemilczamy. Zakopujemy temat pod dywan. Udajemy, że nic się nie stało. A potem uciekamy. W telefon. W media. W wszystko, co pozwala nie czuć. Bo czasem łatwiej jest sięgnąć po telefon niż spojrzeć sobie w oczy i przyznać, że coś nas zabolało
I tak, krok po kroku, zaczynamy się od siebie oddalać.
Bo nie zdradzamy się od razu. Najpierw zdradzamy się uwagą. A to często jest początek wszystkiego, co dzieje się później.
Dla pobudzenia i nadania większego sensu naszej relacji, aby odbudować to co mieliśmy kiedyś na samym początku. Tą uwagę, zainteresowanie drugim człowiekiem oraz fascynacje i poczucie bycia wysłuchanym uważam, że dobre były by przestrzenie stworzone tylko dla dwojga bez ekranów. Weekend bez platform bez telefonów gdzieś w lesie w domku tylko we dwoje. Pogadać, pośmiać się porobić jakieś głupoty albo pograć w planszówki i razem pogotować. Bo to są nasze wybory na co poświęcimy więcej swojej dobrej energii.
Internet nie zabiera nam relacji. To my oddajemy mu miejsce, które kiedyś należało do drugiego człowieka. Więc kiedy siedzimy obok siebie... kto tak naprawdę wygrywa? Czy na pewno chcemy by był to ekran?
A Wy co o tym myślicie? Jakie macie stanowiska w temacie? Może macie inny pomysły jak odbudować zainteresowanie drugą osobą, aby chciała przestać żyć w wirtualnym a być w realnym świecie.
Uważam że masz rację. Bardzo często spotykamy widok w restauracji gdzie dwie osoby przyszły razem, a zarazem oddzielnie, ponieważ każde z nich wpatrzone jest w ekran telefonu. I niby nie robią przecież nic złego!? Ważne jest aby uświadomić sobie, jaki negatywny wpływ wnosi to do relacji. Ważne jest zrozumienie problemu i odłożyć telefon, sprawy, wiadomości, rolki na bok w chwilach, kiedy jesteśmy razem i piszemy historię, którą będziemy wspominać po latach. Jest to jeden z fundamentów związku- wspólnie spędzony czas, który nie wróci i to od nas zależy jak go zapamiętamy, albo czy wogóle?
OdpowiedzUsuńTak, dokładnie. W pełni się z Tobą zgadzam. Ten problem jest bardzo powszechny w dzisiejszych czasach i bardzo trudno potem wyjść z takiej sytuacji. Powinniśmy być tego bardziej świadomi.
OdpowiedzUsuń